Odzież robocza dla nauczyciela WF-u
167 zł i 50 gr – właśnie tyle dostają w Łodzi nauczyciele WF-u. Muszą za to kupić dres, buty, spodenki i koszulkę. – To niemożliwe – twierdzą.

Dodatek, który wypłacają nauczycielom szkoły, musi być wydany co do grosza, a nauczyciele muszą mieć na zakupy rachunki.
Nauczyciele zgodnie twierdzą, że teoretycznie mogą się za tę sumę ubrać, ale nie chcą. – W Tesco czy Geant kupię dres za 80 zł, trampki za 30 zł, a koszulkę i spodenki za pozostałe 57 zł – opowiada Marek, nauczyciel WF-u z łódzkiego liceum. – Ale dres i buty będą się nadawały do wyrzucenia po pół roku, a muszą mi wystarczyć na trzy lata. Poza tym jakby mnie dzieci zobaczyły w takim „stroju”, śmiałyby się ze mnie na lekcjach.
Sprawdziliśmy. Za markowe dresy i buty w sklepie GO SPORT trzeba zapłacić co najmniej 320 zł. Najtańszy dres kosztuje 109 zł, w miarę dobre i niedrogie buty – 149 zł. W sklepach Adidasa czy Nike za 160 zł można kupić spodenki i T-shirt.
Taniej jest na rynkach, gdzie królują podróbki, ale tam nikt nie da nauczycielowi paragonu.
- Najgorsze jest to, że nie mogę np. kupić butów za 200 zł i powiedzieć, że 30 zł dołożyłem z własnej kieszeni. Bo rachunek nie może być na więcej niż 167,5 zł! – opowiada Robert, nauczyciel WF-u z łódzkiego gimnazjum. – Jeśli pieniędzy nie wykorzystam, muszę je zwrócić.
Co robią więc nauczyciele? – Kupujemy za własne pieniądze porządny sprzęt, a za dotację coś dla siebie. Musimy tylko poprosić o lewy paragon i oddać go w szkole – tłumaczą. – Nie mamy innego wyjścia.
Czy suma dotacji przystaje do rzeczywistości? – pytamy w łódzkim wydziale edukacji UMŁ.
- To nie nasza sprawa – odpowiada Ewa Firaza z wydziału edukacji. – Takie sumy zaplanowali i wywalczyli ze związkami dyrektorzy szkół. – To do nich nauczyciele mogą kierować pretensje. Wywalczyć się jednak niewiele da, bo szkoły nie mają pieniędzy.